Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opinie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lutego 2013

Między cztery a trzy


Poniżej przedstawiam tekst, jaki pół roku temu napisałem do NiMa. Artykuł nie pojawił się w czasopiśmie. Jest to w pewnym sensie podsumowanie dyskusji jaką prowadziłem latem w grupie dyskusyjnej SNM na facebooku.



Ostatni test klas trzecich odnowił dyskusję o roli matematyki w nauczaniu wczesnoszkolnym. Czy w przysłowiowym pokoju nauczycielskim matematyk umie merytorycznie dyskutować z pedagogiem o problemach uczniów klas 1-3?

Jest dla mnie oczywiste, że istnieją duże różnice między nauczycielami klas 1-3 a nauczycielami matematyki. Ich podstawą jest odrębne traktowanie przez nasz system szkolony edukacji dziecka 8-letniego i 12-letniego. Drugim bardzo ważnym czynnikiem są odmienne sposoby kształcenia zawodowego. Nie przez pomyłkę napisałem na wstępie „matematyk” zamiast „nauczyciel matematyki” i „pedagog” zamiast „nauczyciel nauczania wczesnoszkolnego”.
Za kształcenie nauczycieli matematyki, odpowiadają przede wszystkim sami matematycy. Trudno skończyć studia bez rozwiązania góry całek itp. A fakt że większości matematyki jaka pojawia się na studiach, nie ma już w szkolnych programach nauczania nie ma tu większego znaczenia. Ja, mimo że kończyłem uczelnię pedagogiczną, pisałem pracę magisterską z matematyki a nie z jej nauczania i wcale nie byłem wyjątkiem.
Nauczyciele matematyki nazywają siebie często matematykami. Na konferencjach krajowych SNM nie trudno znaleźć wykłady profesorów matematyki. Dużo trudniej pójść na wykład profesora pedagogiki lub psychologii.

W przypadku nauczycieli nauczania wczesnoszkolnego, za ich kształcenie odpowiedzialna jest przede wszystkim pedagogika. Paradoksalnie absolwent takiego kierunku może czuć się bardziej nauczycielem niż kończący studia nauczyciel matematyki. Jest to także odpowiedź na pytanie dlaczego ta grupa zawodowa nie należy do SNM. Nie czują się oni w żadnym wypadku nauczycielami matematyki i nie chcą się czuć. Mają swoją własną specjalizację, gdzie matematyka jest tylko jednym z wielu elementów.

W odróżnieniu od samej matematyki, jej nauczanie zaczyna się tam, gdzie istotną rolę odgrywają takie czynniki jak poziom rozwoju psychicznego, na jakim znajduje się odbiorca informacji. Dla dziecka 8-letniego 2 lata to 25% życia. 25% dla człowieka 50-letniego to ponad 12 lat. Jeżeli chcemy dobrze komunikować się z nauczycielami klas 1-3, musimy o tym pamiętać.

Uczeń przychodzi do klasy czwartej, z pewnymi kompetencjami jakie nabył podczas nauki w trzech poprzednich klasach. Z oczywistych względów chcielibyśmy aby kompetencje matematyczne były możliwie wysokie, ale różnie z tym bywa. Matematyka nie jest priorytetem dla nauczycieli nauczania początkowego. Niestety musimy się z tym pogodzić. Jednak chyba o wiele trudniejsze jest uznanie, że to nauczyciele klas 1-3 ostatecznie decydują w jaki sposób będzie prowadzona edukacja matematyczna na tym poziomie i nie możemy im niczego narzucać jeżeli chcemy myśleć o współpracy.

Wszelkie różnice nie przekreślają możliwości współpracy. Jednak budując most, warto wiedzieć gdzie są brzegi rzeki. Nie możemy powiedzieć, że zajęcia z analizy i algebry na studiach, nauczyły nas jak pracować z 7-letnim dzieckiem, ale trochę wiedzy, która może być wykorzystana w klasach 1-3 jednak posiadamy. Przykładem jest origami. Mamy bardzo dobre doświadczenia z pracy z uczniami szkoły podstawowej. Wiemy jak poprzez układanie papierowych kształtów, przekazywać określone treści matematyczne. Wiemy również, jak składanie kwiatów lub zwierząt budzi motywację ucznia do tego rodzaju zabawy z papierem, a to u młodszych dzieci jest szczególnie ważne. Tego rodzaju wiedzą, możemy podzielić się z nauczycielami 1-3. Innym przykładem są gry matematyczne lub japońskie liczydło soroban. Wszystkie te zagadnienia, a także wiele innych, pojawiają się na naszych warsztatach lub w Pracowni Całodobowej.

Zanim cokolwiek zrobimy w tym kierunku, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
1.    Czy nasza wiedza o narzędziach wspomagających nauczanie matematyki na poziomie 1-3 jest gdzieś zebrana? Najlepiej w formie, która umożliwi nauczycielowi matematyki proste i szybkie przekazanie jej nauczycielom z 1-3?
2.    Czy na organizowanych przez nas konferencjach, szczególnie konferencji krajowej, czynimy starania aby ten nurt był obecny i aby zainteresowani nauczyciele mieli łatwy dostęp do takich warsztatów?
3.    Czy znamy „język 1-3”? Czy wiemy jak rozmawiać z nauczycielami z tego poziomu? Czy wiemy czego można im proponować?
4.    Czy znamy Podstawę Programową na tym poziomie w zakresie matematyki?

Teoretycznie wszystkim zależy na wysokim poziomie nauczania na każdym poziomie. Ale w praktyce to nauczyciele matematyki w szkołach podstawowych, będą najbardziej odczuwali wszelkie braki jakie pojawią się na wcześniejszym etapie nauczania. Można zatem stwierdzić, że to nam bardziej zależy na efektywnej współpracy z 1-3.
Powszechny test dla klas trzecich, analogiczny do tego jaki mają klasy szóste, na pewno by nam pomógł. Ale w tej chwili nie wiemy kiedy zostanie on wprowadzony. O zdrowie jednak warto zadbać nawet gdy nie wiemy jeszcze jaką konkretnie chorobę znajdą u nas lekarze.

Zobacz także
Lato zimą w NiMie
Remont NiMa
Koniec NiMa
NiM numer 0
NiM numer -2 
Remon NiMa cz. II 

środa, 30 stycznia 2013

Uwolnić NiMa

Tym razem nie będę po raz kolejny apelował o zamknięcie kwartalnika. Na ostatnim Walnym w Łodzi, pojawiły się dwie dyskusje, które mogłyby być szansą dla tego czasopisma. Pierwszą sprawę poruszył prof. Turnau. Zwrócił uwagę, że nie istnieje w internecie miejsce, gdzie toczyła by się szersza dyskusja związana z nauczaniem matematyki, w szczególności  nic takiego nie dzieje się w ramach Stowarzyszenia. O drugiej kwestii wspomniała Alina Przychoda, chodzi o stronę internetową, która wymaga generalnego remontu.
Czasopismo "Nauczyciele i Matematyka" jest tak stare jak SNM a właściwie nawet starsze. Nadal jestem przekonany, że sens jego istnienia dawno się skończył. Jednak materiały jakie zostały zgromadzone przez te 22 lata mają ogromną wartość dydaktyczną. Nie są one jednak praktycznie dziś dostępne. Większości archiwalnych numerów nie można już kupić. Część członków ma wprawdzie całą kolekcję, niektóre numery można jeszcze kupić w biurze, ale generalnie, początkujący nauczyciel ma nikłe szanse na dotarcie do większości tekstów. Nie wydaje mi się to zgodne z misją Stowarzyszenia.
Problem mógłby zostać bardzo prosto rozwiązany. Należy na jednym z popularnych portali (np. Google) założyć bloga, na którym opublikowane zostałyby archiwalne teksty z NiM i MiKa. Wymagało by to trochę pracy, ale wydaje mi się, że ten materiał jest dostępny w wersji elektronicznej, przynajmniej od połowy lat 90-tych.
Utworzenie bloga z taką bazą materiałów, miałoby ogromne znaczenie dla wszystkich poszukujących wiedzy o nauczaniu. Byłoby to również znakomite miejsce do prowadzenia merytorycznych dyskusji dotyczących nauczania matematyki, których podstawą byłby by właśnie archiwalne teksty z NiMa.
Jeżeli Zarząd planuje nadal wydawać kwartalnik, można by zrobić małe ograniczenie i publikować jedynie materiały mające minimum 24 miesiące.

Co moglibyśmy zyskać?
  1. Popularną stronę dotyczącą nauczania matematyki.
  2. Możliwość reklamowania SNM i aktualnych numerów czasopisma
  3. Miejsce do dyskusji o nauczaniu matematyki pod patronatem Stowarzyszenie.
Zagrożenia:
Chyba tylko jedno, bezpłatne udostępnienie wszystkim dorobku gromadzonego przez SNM przez te wszystkie lata. Ale czy jakoś wykorzystujemy ten materiał? Czy mamy jakiś inny pomysł na jego wykorzystanie? Ile w ostatnim roku sprzedaliśmy archiwalnych numerów NiMa?  Do ilu nauczycieli dociera ta wiedza? Czy mają do niej dostęp nowi nauczyciele których chętnie widzielibyśmy w SNM?

Blog "NiM" mógłby być częścią nowej struktury internetowej Stowarzyszenia, co byłoby częściowym rozwiązaniem problemu aktualnej strony snm.edu.pl, która raczej nie spełnia swoich oczekiwań, co przyznała nawet aktualna Prezes.

Zobacz także:
Remont NiMa
Koniec NiMa
NiM numer 0
NiM numer -2 
Remon NiMa cz. II
 
 
 


wtorek, 11 grudnia 2012

Lato zimą w NiMie

Nie bacząc na spadające z drzew liście, jesienny deszcz i idącą wielkimi krokami zimę, SNM wysłał nam ostatnio najnowszy numer NiM+TI z dumnym nagłówkiem "Lato 2012".
To miał być specjalny numer. Na przełomie maja i czerwca pojawiła się dyskusja o teście klas trzecich. Publikowałem wtedy opinie Ady Paczesnej na ten temat. Otrzymałem informację, że temu tematowi zostanie poświęcony kolejny numer NiMa. To był bardzo dobry pomysł. Wszystko oczywiście zależało od tego, czy uda się zebrać odpowiednią ilość artykułów. Trochę się w to zaangażowałem. Zadzwoniłem do kilku osób, które moim zdaniem mogłyby się w tej kwestii wypowiedzieć, namawiałem do przesłania tekstów do NiMa. Ale przede wszystkim sam szybko przygotowałem swój tekst i wysłałem do redakcji.
Minął czerwiec, nie było żadnej odpowiedzi. Dzwoniłem do Redaktor Naczelnej, dopytywałem się jak idzie składanie numeru, czy zdążymy na wrzesień.
Minęły wakacje, uczniowie wrócili do szkół, przyszedł październik, wrócili studenci.Liście spadły z drzew, aż tu nagle w skrzynce pocztowej znajduję długo oczekiwany kwartalnik SNM.
Okładka wcale nie informowała, że jest to jakieś wydanie specjalne dotyczące testu klas trzecich. Spis treści mógł sugerować, że ktoś zainteresował się mocniej testem "3" ale na pewno nie wyglądało to jak wydanie specjalne.
Kilkakrotnie przejrzałem spis treści, ze zdziwieniem stwierdziłem że nigdzie nie ma mojego tekstu...

Myślę, że w tej sytuacji warto uporządkować sytuację. Więcej nie mam zamiaru pisać do NiMa. Wracam do swojej tezy z przed kilku lat, SNM powinien zlikwidować NiMa. Koszty jakie generuje to czasopismo, są mniej więcej równe "dziurze" w naszym budżecie. Zatem ostatnią dobrą dla SNM rzeczą jaką może zrobić NiM, to zakończyć swoją działalność.

Zobacz także
Lato zimą w NiMie
Remont NiMa
Koniec NiMa
NiM numer 0
NiM numer -2 
Remon NiMa cz. II 

środa, 30 maja 2012

Ada Paczesna o teście klas trzecich

Ostatnio odbył się w wybranych szkołach podstawowych test klas trzecich. Chyba jest to dobry moment abyśmy zastanowili się nad kwestią nauczania matematyki na poziomie wczesnoszkolnym oraz trafności i sensowności organizowania takiego testu.
Poniżej przedstawiam uwagi na temat tego testu, jakie udało mi się uzyskać od naszej koleżanki, Ady Paczesnej.

Kilka uwag o tegorocznym  trzcioteściku


CKE przeprowadza pilotażowo z wykorzystaniem środków unijnych, za zgodą danej szkoły, trzecioteścik dla uczniów kończących klasę III. Niestety analiza tych testów nie jest dla nas matematyków pocieszająca. Jeśli teraz takie trudne rzeczy, to co będzie po klasie VI?

Grupa I
Podstawa Programowa
3) porównuje dowolne dwie liczby w zakresie 1000 (słownie i z użyciem znaków
<, >, =);
Zadanie 2



Jest za trudne
Wymaga nie tylko wstawienia znaku, bo np. jest to oczywiste w przykładzie b, ale w przykładzie a lub c oceny wszystkich możliwości, bo może być zarówno znak większości jak i mniejszości.
Ocenianie i badanie różnych przypadków, to dla dziecka za trudne.

Podstawa Programowa
7) rozwiązuje zadania tekstowe wymagające wykonania jednego działania (w tym
zadania na porównywanie różnicowe, ale bez porównywania ilorazowego);
8) wykonuje łatwe obliczenia pieniężne (cena, ilość, wartość) i radzi sobie
w sytuacjach codziennych wymagających takich umiejętności;
 Zadanie 5



 Są dwa działania w zadaniu tekstowym.
Jest zapis w postaci liczby dziesiętnej a to już poza PP

Podstawa Programowa
7) rozwiązuje zadania tekstowe wymagające wykonania jednego działania (w tym
zadania na porównywanie różnicowe, ale bez porównywania ilorazowego);
Zadanie 7


Są dwa działania w zadaniu tekstowym. Wymagany sposób rozumowania, przy trzech osobach, jest moim zdaniem dla uczniów zdolnych.


Podstawa Programowa
7) rozwiązuje zadania tekstowe wymagające wykonania jednego działania (w tym
zadania na porównywanie różnicowe, ale bez porównywania ilorazowego);
Zadanie 8


Są  3 trzy działania. Rozwiązanie bardzo nietypowe, wymaga obliczenia wagi 2 krasnali i dopiero 6 jako 4 + 2, czyli 10 kg + 5 kg. Jest to za trudne nawet dla czwartoklasistów.

Podstawa Programowa
7) rozwiązuje zadania tekstowe wymagające wykonania jednego działania (w tym
zadania na porównywanie różnicowe, ale bez porównywania ilorazowego)
Zadanie 9


Są 2 działania

Podstawa Programowa
5) podaje z pamięci iloczyny w zakresie tabliczki mnożenia; sprawdza wyniki
dzielenia za pomocą mnożenia
Zadanie 10


Wymaga przewidywania, nie ma możliwości sprawdzenia propozycji. Nie widzę powodu dawania takich zadań w klasie III.
Zadanie 11

 Nie potrafię przyporządkować wymagań z PP do tego zadania.
 Sprawdza ono logiczne myślenie, umiejętność wykorzystania wyselekcjonowanej informacji, łączenia informacji na tak i na nie. Jest to tekst na całą stronę – potrzeba czytania ze zrozumieniem na najwyższym poziomie eliminuje uczniów słabiej czytających. Tego typu zadania najwcześniej były w V lub VI klasie SP.

Myślę, że autorzy w następnym trzecioteściku unikną błędów związanych z umieszczeniem treści spoza PP, ale czy zmieni się ich nastawienie na wymagany teraz sposób myślenia? Jeśli to ma być standard i tak mają uczyć nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej, aby ich uczniowie osiągnęli sukces, to my jako Stowarzyszenie Nauczycieli Matematyki mamy wiele do zrobienia. Konieczne jest włączenie tych nauczycieli do naszych prac nad rozwijaniem pojęć i nauką logicznego myślenia. A może trzeba podejść do tematu zupełnie inaczej? Jak…?
 Ada Paczesna



Podstawa programowa I etap edukacyjny

7. Edukacja matematyczna. Uczeń kończący klasę III:
1) liczy (w przód i w tył) od danej liczby po 1, dziesiątkami od danej liczby
w zakresie 100 i setkami od danej liczby w zakresie 1000;
2) zapisuje cyframi i odczytuje liczby w zakresie 1000;
3) porównuje dowolne dwie liczby w zakresie 1000 (słownie i z użyciem znaków
<, >, =);
4) dodaje i odejmuje liczby w zakresie 100 (bez algorytmów działań pisemnych);
sprawdza wyniki odejmowania za pomocą dodawania;
5) podaje z pamięci iloczyny w zakresie tabliczki mnożenia; sprawdza wyniki
dzielenia za pomocą mnożenia;
6) rozwiązuje łatwe równania jednodziałaniowe z niewiadomą w postaci okienka
(bez przenoszenia na drugą stronę);
7) rozwiązuje zadania tekstowe wymagające wykonania jednego działania (w tym
zadania na porównywanie różnicowe, ale bez porównywania ilorazowego);
8) wykonuje łatwe obliczenia pieniężne (cena, ilość, wartość) i radzi sobie
w sytuacjach codziennych wymagających takich umiejętności;
9) mierzy i zapisuje wynik pomiaru długości, szerokości i wysokości przedmiotów
oraz odległości; posługuje się jednostkami: milimetr, centymetr, metr; wykonuje
łatwe obliczenia dotyczące tych miar (bez zamiany jednostek i wyrażeń
dwumianowanych w obliczeniach formalnych); używa pojęcia kilometr w
sytuacjach życiowych, np. jechaliśmy autobusem 27 kilometrów (bez zamiany na
metry);
10) waży przedmioty, używając określeń: kilogram, pół kilograma, dekagram, gram;
wykonuje łatwe obliczenia, używając tych miar (bez zamiany jednostek i bez
wyrażeń dwumianowanych w obliczeniach formalnych);
11) odmierza płyny różnymi miarkami; używa określeń: litr, pół litra, ćwierć litra;
12) odczytuje temperaturę (bez konieczności posługiwania się liczbami ujemnymi, np.
5 stopni mrozu, 3 stopnie poniżej zera);
13) odczytuje i zapisuje liczby w systemie rzymskim od I do XII;
14) podaje i zapisuje daty; zna kolejność dni tygodnia i miesięcy; porządkuje
chronologicznie daty; wykonuje obliczenia kalendarzowe w sytuacjach
życiowych;
15) odczytuje wskazania zegarów: w systemach: 12- i 24-godzinnym, wyświetlających
cyfry i ze wskazówkami; posługuje się pojęciami: godzina, pół godziny, kwadrans,
minuta; wykonuje proste obliczenia zegarowe (pełne godziny);
16) rozpoznaje i nazywa koła, kwadraty, prostokąty i trójkąty (również nietypowe,
położone w różny sposób oraz w sytuacji, gdy figury zachodzą na siebie); rysuje
odcinki o podanej długości; oblicza obwody trójkątów, kwadratów i prostokątów
(w centymetrach);
17) rysuje drugą połowę figury symetrycznej; rysuje figury w powiększeniu
i pomniejszeniu; kontynuuje regularność w prostych motywach (np. szlaczki,
rozety).

czwartek, 17 maja 2012

Rekrutacja nowych członków

Na ostatnim Pikniku Naukowym w Warszawie, zdałem sobie sprawę, że w naszym namiocie pojawiło się zapewne sporo nauczycieli matematyki, ale nie wykorzystaliśmy tej okazji w żaden sposób aby zachęcić ich do wstąpienia do Stowarzyszenia. Przydał by się jakaś ulotka lub chociaż wywieszona kartka z napisem: jeżeli jesteś nauczycielem matematyki, dołącz do nas.
W przyszłym roku trzeba o to zadbać.

Wydaje mi się jednak że to szerszy problem. Co robimy aby docierać z informacją do nowych osób? Wydajemy spore kwoty na wydruk NiMa, którego prawie nikt nie czyta a nie mamy nawet małej ulotki reklamującej SNM, która mogłaby być rozdawana na takich imprezach jak Piknik lun konferencje lokalne, w których uczestniczą również osoby nie będące członkami Stowarzyszenia.

Trochę lepiej wygląda sytuacja jeżeli chodzi o internet. W ostatnich latach uruchomiliśmy nasze strony na YouTube, Twitterze, BLIPie, Google+ oraz facebooku. Szczególnie ta ostatnia strona (facebook) zyskała popularność. Kilka dni temu liczba fanów przekroczyła 300 osób. Ale niestety to kropla w morzu potrzeb. Nauczycieli matematyki w Polsce jest 40-45 tys. To SNM należy jakieś 600 osób. Wnioski nasuwają się same.

Wydaje mi się, że każdy Zarząd powinien na konferencji krajowej (na Wlanym) wspomnieć chociaż w kilku słowach, co w najbliższym roku planuje zrobić w celu dotarcia z informacją o Stowarzyszeniu do nowych nauczycieli matematyki.

piątek, 16 marca 2012

Poziom warsztatów na konferencji, cz. III - liczby

Przedstawiam trzecie rozwiązanie, które moim zdaniem mogłoby poprawić czytelność programu konferencji i ułatwić uczestnikom wybór zajęć - liczba warsztatów, jakie prowadzący przeprowadził na poprzednich konferencjach.

SNM ma ponad 20 lat, odbyło się XXI konferencji. Znaczna część prowadzących warsztaty i wykłady, to stali uczestnicy naszych spotkań. W tej sytuacji, można by w programie konferencji, pod opisem warsztatu (wykładu), podawać liczbę, która mówiłaby nam ile zajęć przeprowadziła dana osoba na poprzednich spotkaniach, tzn. na konferencjach krajowych.

Gdybym był nowym uczestnikiem konferencji i miał do wyboru dwa interesujące warsztaty ale nie wiedziałbym nic o prowadzących, to informacja że pierwsza osoba przeprowadziła wcześniej 12 szkoleń a druga 1, byłaby dla mnie istotna.

Pytanie jak w praktyce określić liczbę przeprowadzonych warsztatów, tak aby nie było to zbyt czasochłonne. Można wprowadzić następujące rozwiązania:
1. Liczbę przeprowadzonych warsztatów wraz z ich listą podaje osoba zgłaszająca warsztat w formularzu.
2. SNM sprawdza jedynie cześć oświadczeń (losowo) aczkolwiek w przypadku stwierdzenia niezgodności wpisuje zero w programie.
3. Bierzemy pod uwagę jedynie konferencje krajowe, aby było to bardziej realne do sprawdzenia.
4. Osoba, która przeprowadziła więcej niż 20 warsztatów, wpisuje w formularzu "20+" i na tym poprzestajemy.
5. W programie powinna znaleźć się informacja wyjaśniająca znaczenie liczb przy opisie zajęć.


Można stwierdzić, że większość uczestników konferencji to stali członkowie SNM, którzy doskonale znają prowadzących, i wszystkie proponowane przeze mnie zmiany nie mają sensu. Ale po pierwsze większość to nie wszyscy, a po drugie chyba bardzo zależy nam na nowych uczestnikach i na tym aby osoba, która przyjedzie pierwszy raz na konferencję, wyjechała z niej z jak najlepszymi wrażeniami, za rok wróciła do nas i opowiedziała o swoich wrażeniach innym nauczycielom.

Poziom warsztatów na konferencji, cz. I
Poziom warsztatów na konferencji, cz. II

czwartek, 15 marca 2012

Poziom warsztatów na konferencji cz. II, rekomendacje

Jaki warsztat wybrać z programu? Do kogo warto iść? Pewnym rozwiązaniem jest wybieranie znanych nazwisk. Ale możemy mieć ciekawy tytuł warsztatu z nieznanym nam prowadzącym. Co wtedy zrobić?
Myślę, że program konferencji (warsztaty) byłby bardziej czytelny dla uczestników, gdybyśmy wprowadzili możliwość rekomendowania zajęć.
Przy opisie każdych zajęć, można by umieścić informację "Rekomendacja" a po niej do trzech nazwisk osób, których rekomendację uzyskałby prowadzący.
Gdybym zobaczył, że przy określonych zajęciach znajduje się np. rekomendacja Ady Paczesnej, Wacka Zawadowskiego oraz Janka Baranowskiego, to uznałbym że warto iść na takie warsztaty, mimo że nie znam prowadzącego. Jeżeli trzy znane mi osoby "podpisują się" pod tymi zajęciami, to musi tam być coś ciekawego i mogę oczekiwać wysokiego poziomu od prowadzącego.

Rozwiązanie wydaje się dość proste we wprowadzeniu. Osoba zgłaszająca warsztat lub wykład, ma możliwość poproszenia wybranych osób o rekomendację dla swoich zajęć. Nazwiska tych osób są wpisywane w formularzu podczas zgłaszania zajęć, a następnie drukowane w programie.
Oczywiście należałoby dostarczyć np. e-mailowe potwierdzenie do biura, ale to szczegół techniczny.

Osobą rekomendującą moim zdaniem mógłby być każdy członek SNM. W interesie osoby zgłaszającej zajęcia byłoby pozyskanie rekomendacji najbardziej znanych w Stowarzyszeniu osób.

Poziom warsztatów na konferencji, cz. I
Poziom warsztatów na konferencji, cz. III

piątek, 9 marca 2012

Poziom warsztatów na konferencji, cz. I

Co robimy aby wpływać na jakość warsztatów na konferencji? O ile pamiętam, rok temu w Bydgoszczy członkowie zarządu nagle zaczęli dość intensywnie wizytować zajęcia. Nie wiem czy to coś dało. Nie słyszałem
aby któryś z prowadzących dostał naganę lub zakaz prowadzenia warsztatów na kolejnej konferencji. W Krakowie chyba już takich kontroli nie było. Może ktoś stwierdził że skoro nie ma żadnych konsekwencji to nie ma to sensu.
Można przyjąć założenie że ludzie głosują nogami. Złe warsztaty same będą znikały a dobrzy prowadzący będą zyskiwać na popularności. W praktyce nie zawsze tak się dzieje. Ilość sal na konferencji jest ograniczona a warsztaty o niskiej jakości podkopują także wizerunek Stowarzyszenia. Warto zatem zastanowić się nad jakimś kompromisem.
Pierwszą rzeczą jaką można zrobić to wprowadzić pewne ograniczenia w doborze prowadzących. Konferencja jest przeznaczona dla nauczycieli matematyki. Interesują nas kwestie związane z procesem nauczania matematyki. Wiedzę na ten temat mają nauczyciele matematyki. Można by zatem wprowadzić zasadę, że warsztaty lub wykłady mogą być prowadzone jedynie przez osobę z wykształceniem matematycznym.
Teoretycznie może się zdarzyć, że cenną dla nas wiedzę może posiadać np. socjolog lub psycholog. Aby nie zamykać całkowicie drzwi przed taką ewentualnością, można dodać klauzulę według której osoba nie posiadająca wykształcenia matematycznego a chcąca wystąpić na konferencji, może to zrobić jeżeli uzyska zgodę zarządu wyrażoną w jawnym głosowaniu. W ten sposób zarząd brałby odpowiedzialność za zajęcia osób bez wykształcenia matematycznego.
Największy problem moim zdaniem stanowią firmy z obszaru nowych technologii. Istnieje tu spore ryzyko, że osoba zgłaszająca takie zajęcia nie będzie skupiała się na procesie edukacyjnym ale na samym narzędziu. Już dziś udział tematyki nowych technologii jest duży a z roku na rok będzie coraz większy.
Reguła, którą opisałem byłaby dość prosta we wprowadzeniu a w pewien sposób porządkowała by sytuację.
Kolejne dwa pomysły opiszę w następnych artykułach.

Poziom warsztatów na konferencji, cz. II
Poziom warsztatów na konferencji, cz. III

piątek, 2 marca 2012

Niech żyje Pracownia

Na ostatniej konferencji krajowej w Krakowie, odżyła ponownie Pracownia Całodobowa. Pamiętam ten "wynalazek" z moich pierwszych konferencji w Grudziądzu. Pracownia była tam jednym z kluczowych miejsc całego spotkania, szczególnie gdy tuż za ścianą trwał bankiet.
Jednym z najważniejszych celi konferencji, powinno być integrowanie środowiska nauczycieli. To najlepsza okazja do tego, aby się poznać, porozmawiać, wymienić adresami mailowymi, telefonami a później utrzymywać kontakt i wymieniać się doświadczeniami. Nie uda się tego osiągnąć przez żadną wycieczkę lub wyjście do najpiękniejszego teatru.
Integracja nie zachodzi gdy ludzie idą grzecznie przez miasto i słuchają przewodnika lub siedzą przez 2 h w ciemnym teatrze. Potrzebna jest specjalna, luźna atmosfera, dyskusja (mniej lub bardziej formalna), czasami coś do picia. Doskonale sprawdza się wspólna praca, najlepiej w niezobowiązującej, zabawowej formie.
Pracownia ma taką możliwość. To co się tam dzieje, może zadziwić każdego kto widzi to po raz pierwszy. Dlatego uważam że każdy organizator konferencji powinien odpowiedzieć sobie na proste pytanie: jak wiele osób i przez jaki czas będzie miało dostęp do Pracowni oraz co jeszcze można zrobić aby Pracownia stała miejscem spotkań uczestników konferencji.

poniedziałek, 14 marca 2011

Promocja Stowarzyszenia

SNM nie reklamuje się w telewizji radiu czy Internecie. Nie wykupuje reklamy w prasie lub na bilbordach. To raczej oczywiste. Organizacje społeczne raczej tego nie robią. Wyjątkiem są te największe.
W tej sytuacji bardzo istotny staje się udział Stowarzyszenia we wszelkich akcjach, które nie wiążą się z nakładami finansowymi ale mogą przyczynić się do większej rozpoznawalności organizacji. Dobrym przykładem jest tu Piknik Naukowy Polskiego Radia Bis, na którym SNM jest od lat obecny, głównie dzięki Wackowi Zawadowskiemu.
Inny przykładem są akcje firmy Casio w Polsce. SNM jest patronem co najmniej dwóch:
  • Ogólnopolski konkurs filmowy promujący matematykę
  • Akcja „Darmowe korepetycje przed maturą z matematyki”
W tym pierwszym przypadku Stowarzyszenie objęło honorowy patronat nad akcją już w 2008 r. Patronat nad każdą z tych akcji ogranicza się w praktyce do udostępnienia loga i oficjalnego „podpisania się” pod akcją. Oba wydarzenia, zgodnie z polityką wizerunkową Casio, mają charakter akcji społecznej, wspierającej nauczanie matematyki w Polsce, zatem dołączenie się do nich, dla takiej organizacji jak SNM jest korzystne. Fakt, że piszący te słowa aktualnie pracuje w firmie Casio nie jest tu przypadkowy.
Jakie są główne korzyści z udziału w takich akcjach? Przede wszystkim reklama. Zwykle informacja o patronach jest zamieszczana w informacjach prasowych dotyczących tych wydarzeń. Pamiętajmy że SNM dociera do ok. 1-2% nauczycieli matematyki w Polsce. Znaczna część tego środowiska wie bardzo mało o tej organizacji lub nie słyszała o niej wcale. W tej sytuacji każda możliwość zareklamowania się, jest bardzo ważna.

środa, 19 stycznia 2011

Ale to już było - wywiad z dr Grażyną Rygał, koordynatorem konferencji krajowej SNM w 1998

Wywiad został przeprowadzony w roku 2007 przed konferencją w Muszynie

P.T. Czym różniły się konferencje SNM  z lat 90-tych od tych ostatnich?
G.R. Sądzę, że nauczyciele potrzebują teraz więcej informacji np. o rozwoju zawodowym, o pracy z uczniem trudnym, o prawach nauczyciela, a w latach 90 potrzeba była inna, to były zagadnienia dotyczące warsztatu pracy nauczyciela matematyki i sposobu aktywizacji uczniów.
P.T. Z czym miałaś największe problemy jako organizator?
G.R. To były czasy kiedy koordynator był w zasadzie sam i to on musiał sobie zorganizować własną ekipę. Gdy pojechałam do Grudziądza i poznałam dyrektorów szkół w których miała odbywać się konferencja (były to 3 szkoły) to musiałam udowodnić im , że wiem wszystko o organizacji konferencji. Muszę przyznać, że po tej rozmowie wszyscy byli mi bardzo życzliwi i pomocni. Zawsze są problemy gdy ma się do czynienia z ponad 700 uczestnikami zawsze ktoś może być niezadowolony choć bardzo się staramy.
P.T. To była pierwsza konferencja w Grudziądzu. Co zadecydowało o wyborze tego miasta?
G.R. Wybór miasta to czysty przypadek. Poszukiwałam miejsca gdzie w jednym budynku można zakwaterować 800 osób i na dodatek za nieduże pieniądze. Ktoś podpowiedział mi że w Grudziądzu jest Bursa szkolna na 800 miejsc i tak się to zaczęło. Bardzo spodobał mi się Grudziądz bo nie jest to duże miasto ale bardzo urokliwe i ludzie bardzo sympatyczni.
P.T. O czym najwięcej się wtedy mówiło, czyje zajęcia wzbudzały największe zainteresowanie?
G.R. Najwięcej mówiło się o nowych technologiach i zastosowaniu kalkulatorów na lekcjach matematyki. Zajęcia z kalkulatorami biły wszelkie rekordy popularności.
P.T. Na konferencję zjechało ok. 700 nauczycieli, to była ogromna liczba jak na tamte czasy. Nie przerażała cię ilość nadchodzących zgłoszeń?
G.R. Organizacja konferencji dla ponad 700 osób to niezwykłe wyzwanie. Jest bardzo dużo pracy pomagały mi w tym moje studentki : Aneta Machnicka i Anna Walc. Zresztą do tej pory są ze mną na każdej konferencji. Dla chcącego nie ma nic trudnego. Aby lepiej komunikować się z uczestnikami konferencji wydawałam (redagując osobiście) biuletyn konferencyjny. Teraz biuletyn to stały punkt konferencji po prostu przyjął się. Muszę przyznać, że spałam w czasie konferencji po 3-4 godziny na dobę.
P.T. Kto wymyślił temat przewodni?
G.R. To było pytanie - Co to jest edukacja matematyczna? Temat został przygotowany przez Zarząd SNM po szerokich konsultacjach. W tych latach była potrzeba zmiany stylu uczenia i stąd taki temat.
P.T. Pamiętasz jaka była pogoda?
G.R. Szczerze powiem, że pogody nie pamiętam byłam tak zajęta gośćmi i sprawami konferencyjnymi że nie mam pewności w tej sprawie, ale w czasie powrotu z konferencji mieliśmy chyba burzę śnieżną i bardzo trudne warunki na drogach.
P.T. Co najbardziej utkwiło ci w pamięci z tamtej konferencji?
G.R. Najbardziej z tej konferencji pamiętam moment jej zakończenia. Dostałam od uczestników dwie ogromne pluszowe maskotki i bardzo wiele ciepłych słów a to najlepsze podziękowanie za pracę. Do dziś z miękkim sercem to wspominam.

Wywiad przeprowadził Piotr Tomczak

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Dlaczego nie głosowałem na Krysię Dałek i Zosię Miczek

Na nowy rok, SNM powitał nas pierwszym, internetowym głosowaniem członków Stowarzyszenia na zasadzie uchwały Walnego Zgromadzenia, w sprawie honorowego członkowstwa dla koleżanek Krysi Dałek i Zofii Miczek. Mimo że znam obie Panie od dłuższego czasu, zdecydował o nie braniu udziału w tym głosowaniu.
Zaraz po otrzymaniu informacji o głosowaniu, zapytałem Prezesa jak wygląda procedura kontrolowania procesu głosowania, kto ma dostęp do takiej informacji. Prezes potwierdził moje podejrzenia, że tylko on ma takie uprawnia, co w konsekwencji oznacza że jest jedyną osobą, znającą głosy uczestników i publikującą wynik głosowania.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację:
Na walnym zgromadzeniu zgłaszam propozycję pewnej uchwały. Dochodzi do głosowania. Ja rozdaję wszystkim kartki z treścią proponowanej uchwały. Uczestnicy głosowania zakreślają na kartce swój głos, podpisują się (!) i oddają mi te kartki. Ja wychodzę na 10 min. do drugiej sali, liczę głosy, chowam kartki do kieszeni, wychodzę i ogłaszam że wynik głosowania to 56 głosów za i 14 przeciw.
Czy uznalibyśmy to za normalne? Chyba nie. Niestety w taki sposób odbywają się nasze głosowania internetowe. Tak też wyglądają od pewnego czasu głosowania Zarządu Głównego
Głosowanie może być tajne lub jawne. W głosowaniu tajnym nikt nie wie jak głosowali poszczególni uczestnicy głosowania. W głosowaniu jawnym wszyscy wiedzą jaki głos oddaliśmy. Czy nasze głosowania internetowe są zatem tajne? Chyba nie. W końcu Administrator ma wgląd do wyników. Czy są zatem jawne? Też nie bo nikt, za wyjątkiem Administratora, nie ma wglądu do informacji jakie głosy były oddawane.
Wiemy jak standardowo przeprowadza się głosowania, jawne głosowania w małym gronie realizuje się poprzez podniesienie ręki lub słowną deklarację. W większych grupach powołuje się komisję skrutacyjną. Przy tajnym głosowaniu także zwykle mamy komisję skrutacyjną oraz anonimowe karty do głosowania. To są standardy w społeczeństwie demokratycznym których nawet zwykle nie zamieszcza się dokumentacji. Istnieje w tej sytuacji ryzyko, że gdyby kiedykolwiek jakaś instytucja sądowa badała dokładnie działalność SNM, to mimo że głosowanie internetowe jest zawarte w statucie, to mogło by dojść do zakwestionowania w ten sposób podejmowanych decyzji a w konsekwencji do unieważnienia ich.
Generalnie nie jest możliwe zorganizowanie tajnego głosowania z użyciem Internetu ponieważ zawsze gdzieś jest rejestrowane jaki głos oddały poszczególne osoby a Administrator ma dostęp do takich plików. W tej sytuacji jedyne możliwe rozwiązanie, to przyjęcie że głosowania internetowe muszą być w pełni jawne.

Zdecydowałem się zgłosić na najbliższym Walnym Zgromadzeniu członków SNM (30.01.2011, Bydgoszcz) propozycję następującej uchwały:

„Wszystkie głosowania organizowane w Stowarzyszeniu Nauczycieli Matematyki za pośrednictwem Internetu muszą być jawne. W ciągu 14 dni od zakończenia każdego głosowania z użyciem Internetu Prezes SNM lub wyznaczona przez niego osoba przesyła do wszystkich uczestników głosowania, a także do Komisji Rewizyjnej, raport zawierający:
a) treść głosowanej uchwały lub wniosku,
b) wynik głosowania,
c) informację, jakie głosy oddali poszczególni uczestnicy głosowania.”

Wprowadzenie takiego rozwiązania nie pozbawi nas możliwości wykorzystania Internetu w pracy SNM, w tym także do organizacji głosowań. Jednak ten proces będzie całkowicie przejrzysty i dla wszystkich jasny. Ewentualne głosowania tajne będziemy mogli przeprowadzać na spotkaniach bezpośrednich.

W Gdańsku SNM się wybierze

Na najbliższej konferencji Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki w Gdańsku. Zostaną wybrane nowe (albo i stare) władze. Sprawdziłem listę kandydatów na prezesa, jest ona analogiczna jak 3 lata temu w Muszynie (Henryk K., Anna W.). Wprawdzie pojawiło się tam nazwisko Adama Makowskiego, ale po zweryfikowaniu tej informacji, okazało się że Adam nie planuje startu w wyborach na prezesa.
Na wewnętrznym portalu członków SNM, pojawiło się zapytanie dlaczego nie ma dyskusji na ten temat (otwartej) wśród członków a przede wszystkim prezentacji kandydatów i ich programów. Niestety strona jest wyjątkowo nieprzyjazna dla użytkownika, i wcale się nie dziwię że nikt nie chce tam wchodzić, o zabieraniu głosu nie wspominając. Nic dziwnego zatem, że sami kandydaci nie są zainteresowani prezentowaniem się na tamtym portalu.
Najwyraźniej cała „kampania wyborcza” odbywa się w tajemnicy, i ogranicza się do marketingu bezpośredniego ;).
Podczas wyborów w Muszynie, starałem się aktywnie włączyć w ten proces. Zaproponowałem aby kandydaci na szefa, zaprezentowali swoje sylwetki i programy w mojej gazetce mathsupport, którą otrzymywał każdy uczestnik konferencji. Niestety obydwoje ostatecznie odmówili. Nie udało się także zorganizować „pojedynku” karaoke na sobotnim bankiecie. Ale wmyśliłem coś innego. Zapytałem 10 osób, o 3 wady i 3 zalety Henryka K. i Anny W. Ankieta była anonimowa, aczkolwiek nie wszyscy zgodzili się wziąć w niej udział. Zgromadziłem jednak pewien materiał statystyczny … i został on opublikowany.
Skoro w najbliższych wyborach kandydaci będą Ci sami, to pozwolę sobie ponownie przytoczyć to co pisaliśmy trzy lata temu. Na ile jest to dziś aktualne?
Liczba w nawiasie wskazuje, ile osób wymieniło tą cechę.

Henryk K.

Zalety:
wykształcony (1), elegancki (2), przystojny (2), taktowny (1), komunikatywny (1), sumienny (1), sprawiedliwy w ocenie (1), zrównoważony (2), dobry organizator (5), konsekwentny (1), angażuje młodych (1), umie rozmawiać z ludźmi (1), zjednuje do współpracy (1), znana osoba (1), współtwórca SNM (1), pracowity (1), odpowiedzialny (1), postępowy (2), przyjacielski (1), pomaga innym (1), duża wiedza (2),
Wady:
apodyktyczny (1), autokrata (1), pewny siebie (1), zapatrzony w siebie (1), mało wylewny (1), pochmurny (1), złości się (1), zdystansowany (1), mężczyzna (1), szorstki (2), nieprzystępny (1), zawzięty (2), przystojny (1), manipuluje ludźmi (1), dba o własny interes (1), bezwzględny (1), nerwowy (1), obraża się (1), nieustępliwy (3), nadużywa tańca, śpiewu i piwa (1), porywczy (1), nie lubi pisać ręcznie (1), wyniosły (1), oschły (1), poważny (1), zapatrzony w technologię (1),

Anna W.

Zalety:
wykształcona (1), ładna (3), prawdziwa kobieta (1), rozrywkowa (1), dobry organizator (4), energiczna (1), konsekwentna (2), kobieta (3), mądra (1), łatwo argumentuje (1), elokwentna (1), pracowita (2), przedsiębiorcza (1), ambitna (1), wygadana (1), dobrze planuje (1), koleżeńska (2), kompetentna (1), komunikatywna (1), duża wiedza (1),
Wady:
apodyktyczna (5), zapatrzona w siebie (1), nie umie właściwie wyważyć stosunków międzyludzkich (1), hałaśliwa (1), konfliktowa (1), kobieta (1), mało konsekwentna (1), nadmiernie uzewnętrznia emocje (2), gadatliwa (2), ignoruje odmienne argumenty (1), nietolerancyjna (1), wywyższa się (1), nie umie rozmawiać z ludźmi (1), zawzięta (1), lubi rządzić (1), mało kompromisowa (1), trudna w kontaktach (1), nie lubi zmieniać zdania (1), niejasno mówi gdy jednocześnie o czymś myśli (1), unika pracy której nie lubi (1), roztrzepana (2), stale angażuje innych (1), wolno pracuje na komputerze (1),

Komentarze

casiokalk said,4 marca 2010 @ 10:56 · edytuj
Znowu musiałem skorygować wpis, koleżanka Anna W. także wyraziła się krytycznie o publikacji naszej pseudo-ankiety z przed 3 lat :(

Piotr Tomczak said,16 lutego 2010 @ 09:12
Skorygowałem wpis, ponieważ Pan Henryk K. wraził swoją zdecydowaną dezaprobatę odnośnie posługiwania się jego nazwiskiem na naszym blogu. Wprawdzie nie do końca rozumiem tą sytuację, gdyż Pan Henryk jakiś czas temu włączył się do dyskusji pod jednym z wpisów (z czego bardzo się cieszę), i używał tam swego imienia i nazwiska w pełnej postaci, ale chyba nie ma sensu dalej dociekać o co w tym wszystkim chodzi.
P.S. Gratuluję wygranych wyborów na konferencji w Gdańsku. Śmiem przypuszczać, że mój wpis jednak zadziałał pozytywnie, przynajmniej w jakimś małym stopniu.

casiokalk said, 22 stycznia 2010 @ 22:17
Niestety dyskusja pod tym wpisem się nie zrodziła. Z tego co mi wiadomo, taka dyskusja nie odbywa się w żadnym inny miejscu w sieci. Szkoda. Członkowie SNM najwyraźniej mają jakieś powody by tego nie robić. Jako nauczyciel (chociaż były) również zrzeszony w tej organizacji, odczytuję to jako poważny problem. Bez dyskusji, bez swobodnej wymiany poglądów a szczególnie bez otwartej krytyki, trudno dokonywać zmian na lepsze.
Dobra wiadomość: lista kandydatów do zarządu, w tym również na stanowisko Prezesa, zwiększyła się przez ostatnie dni dwukrotnie. Coś najwyraźniej jednak się dzieje. Zobaczymy, zobaczymy ….

Źródło: blog Kalkulatory, 15 stycznia 2010 o godzinie 09:11 · Kategoria Piotr Tomczak

Remont NiMa, cz. II

Publikując pierwszą część tego artykułu, miałem mimo wszystko nadzieję, że odezwą się głosy w obronie czasopisma. Może ktoś z redakcji się wypowie. Zwróci mi uwagę na aspekty których nie dostrzegam. Okaże się, że nie jest aż tak źle. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Albo druga strona nie chce ze mną dyskutować, albo nie ma nic do powiedzenia :(. Napiszę zatem, co ja bym zrobił z NiMem.
Okładka, ładna jest i niech będzie. Ale bezwzględnie powinny się na niej pojawić „zajawki” najciekawszych artykułów. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do takiego rozwiązania, niech się przespaceruje na wydział dziennikarstwa na dowolnej uczelni wyższej w tym kraju.
Reklama na okładce, oznacza automatycznie, że w czasopiśmie, musi być co najmniej jeden kluczowy artykuł, gwóźdź programu, materiał zapowiadany wcześniej. Coś, czym redakcja, chciałby szczególnie zainteresować czytelników. Taki materiał, powinien pojawić się zaraz na początku pisma.
Tak jak pisałem wcześniej, trzy pozostałe strony okładki to miejsce na reklamę. Ale to trochę inny temat.
Agnieszka, pisząc o NiMie, sugerowała podział na 4 kategorie, odpowiadające poszczególnym poziomom nauczania oraz technologii informacyjnej. Pomysł dobry, ale pod warunkiem, że uda się znaleźć odpowiednią ilość artykułów, a to teraz jest główny problem. Skąd wziąć zatem materiały? Kolejny pomysł Agnieszki, aby „wciągnąć” do współpracy wydawnictwa edukacyjne, wydaje się w jakiś sposób rozwiązywać ten problem. Ja np. chętnie wszedłbym w taką współpracę, oferując artykuły ze strony kalkulatory.pl. Ale to tylko chwilowe załatanie dziury. Docelowo NiM musi umieć zachęcić nauczycieli, żeby od czasu do czasu zechcieli coś napisać od siebie. Przy czym należy z góry założyć, że taki teksty będą miały inny poziom merytoryczny niż artykuły pisane przez kadrę akademicką.
Istnieje całe pole działalności związanej z matematyką, nią bezpośrednio nie będące. Np. konkursy matematyczne. Jest ich w Polsce ogromna ilość. Dotarcie do ich organizatorów, i poproszenie aby krótko zechcieli się „zareklamować” byłoby dodatkowym źródłem interesujących tekstów.
Ja chętni widziałbym w każdym numerze jeden wywiad z ciekawą osobą, albo nauczycielem, albo pracownikiem naukowym związanym z dydaktyką, lub nawet urzędnikiem z Ministerstwa lub CKE.
Aktualne wydarzenia związane z matematyką, konferencje, próbne egzaminy, wpadki OKE, zapowiedzi Ministerstwa Edukacji, plany wydawnictw i firm związanych z edukacją, itp. Takich informacji jest sporo, trzeba je tylko wyszukać.
Listy czytelników, proste w uzyskaniu, ludzie często lubią pisać i dzielić się swoimi przemyśleniami, o ile tylko im się to umożliwi. Istnieje zawsze ryzyko, że ktoś wyrazi się krytycznie na temat pisma lub któregoś z artykułów. Co wtedy zrobić? Niestety jedynym wiarygodnym sposobem pokazania, że się jest otwartym na dyskusję, jest publikacja krytycznych opinii. Ja na stronie kalkulatory.pl publikuję wszystko (wszystkie komentarze) które nie zawierają wulgaryzmów lub wyzwisk, oraz nie są jedynie górą emonitek.
Ciekawostki matematyczne, krótkie informacje, które każdy interesujący się matematyką lubi czytać i które często przydają się w bardziej nieformalnych rozmowach z uczniami. W tym także humor matematyczny. Tego też jest sporo w sieci, kilka godzin przez ekranem komputera i mamy takie „dodatki” do kilku numerów.
Sylwetki znanych matematyków. Wprawdzie robi to już „Matematyka” ale nie mają na to patentu, a zawsze lepiej naśladować dobre wzory niż trwać uparcie przy mało efektywnych rozwiązaniach. Może udało by się wypracować jakąś nową formułę dla takiej serii tekstów, skupiając się np. na osobach mocniej związanych z edukacją.
Arkusze egzaminacyjne. Wprawdzie powszechnie dostępne w Internecie, ale np. wydrukowanie tego i dodanie kilku komentarzy mogło by być interesujące.
W NiMie praktycznie nie ma tekstów z zakresu ogólnie rozumianej publicystyki, dotyczącej w tym przypadku edukacji matematycznej. To większy problem, jak znaleźć i skłonić do współpracy dobrych autorów, piszących ciekawie i z sensem. Należy w takim przypadku jednak liczyć się z tym, że dobry tekst najczęściej, zawiera krytyczne opinie. Zatem jeżeli nie chcemy nikomu „podpaść”, to trzeba to sobie od razu darować.
Jak widać możliwości jest dużo. Trudno powiedzieć czy wszystkie one są sensowne lub dadzą się szybko zrealizować. Ale moim zdaniem, w sytuacji gdy czasopismo znajduje się w wyjątkowo ciężkiej sytuacji, powinno przede wszystkim zawalczyć o możliwie dużą ilość artykułów i w praktyce „brać wszystko” lub prawie wszystko. Dopiero gdy zagwarantuje sobie stały dopływ dużej ilości tekstów, NiM będzie mógł zacząć „kręcić nosem”, narzucić wyższe wymagania oraz bardziej precyzyjnie ustalić linię pisma.
Słabą stroną kwartalnika, jest także szata graficzna. Tu „Matematyka” i „Matematyka w Szkole” radzą sobie zdecydowanie lepiej. Ale to są wydawnictwa komercyjne. Mogę spokojnie zaakceptować, że NiM nie będzie aż tak profesjonalnie graficznie dopracowany, pod warunkiem że będzie się bronił merytorycznie.
Moje sumienie jest uspokojone. Druga część wpisu o NiMie jest zdecydowanie dłuższa niż pierwsza :). Tylko wyjątkowi złośliwcy będą mogli nazwać mnie malkontentem i marudą. Z Nowym Rokiem życzę NiMowi wszystkiego najlepszego, co w tym przypadku oznacza sporą ilość zmian.

Komentarze

casiokalk said,20 grudnia 2009 @ 23:31
Mi też nie najlepiej kojarzy się praca społeczna Judymów, rodem z XIX wieku. Pamiętam, że gdy przerabialiśmy to na lekcji polskiego, to miałem poważne wątpliwości, czy to w porządku, aby społeczeństwo bezwzględnie korzystało z pracy jednego człowieka. Może to zabrzmi obrazoburczo, ale wtedy czułem, że jest w tym jakaś nuta pasożytnictwa. Z wiekiem wiele spraw człowiek rozumie lepiej, bunty młodości blakną i wygasają, ale nie znaczy to dziś całkowicie zmieniłem zdanie.
Wiem jednak, że korzyść materialna, nie jest jedynym i całkowitym wyznacznikiem ludzkiej motywacji. Potrzebujemy także, choć trudniej to dostrzec, bycia z innymi ludźmi, dzielenia się z nimi wiedzą a przez to samorealizacji. To już podstawy współczesnej psychologii. Ale dowodów nie trzeba szukać daleko. W tym kraju organizuje się niezliczoną ilość konkursów matematycznych. I faktem jest, że część organizatorów, ma już za sobą całą ścieżkę awansu zawodowego, i na prawdę trudno byłoby znaleźć tzw. obiektywne powody, dla których dalej wykonują tą społeczną pracę.
Sam NiM także funkcjonuje już blisko 20 lat w warunkach rynkowych, cały czas opierając się na niematerialnym zaangażowaniu grupy ludzi. Potencjał zatem cały czas jest, trzeba go tylko odnaleźć. Może niekoniecznie w jednej lub dwóch osobach, ale w szerszej grupie. Gdy każdy doda małą cześć od siebie to powstanie duże dzieło.
Nie szukajmy straceńców, którzy kosztem swojego życia zawodowego i rodzinnego poświęcą się sprawie. Stwórzmy warunki, aby możliwie dużo osób, odnalazło tu swoją cegiełkę i miało możliwość jej dodania.
Przypomina mi się scena z filmu Davida Lyncha “Prosta historia”. Główny bohater, stary człowiek,, opowiadał młodej dziewczynie, jak uczył swoje dzieci. Mówił im: niech każde z was weźmie patyk, a potem go złamie. A teraz znów niech każde weźmie patyk, złóżcie je razem i teraz spróbujcie złamać…

Krzysiek said,20 grudnia 2009 @ 17:01 ·
Nie ma czegoś takiego jak praca społeczna. To się źle kojarzy. Za każdą pracę należy się zapłata, tylko forma tej zapłaty może być inna od wynagrodzenia finansowego. Kiedy moja uczelnia nie miała pieniędzy na wynagrodzenia dla pracowników, pracowałem za “bóg zapłać”, a “zapłatą” była nadzieja, że wspólnie przeżyjemy kryzys. I tak się stało.
Czasopismo powinno zarabiać na siebie reklamami albo poszukać sponsorów i płacić za artykuły choćby symboliczną złotówkę. Rozumiem, że dla części piszących zapłatą była możliwość awansu zawodowego, gdzie warunkiem koniecznym jest dzielenie się wiedzą. Awans dokonany to i pisać się nie chce…

Henryk Kąkol said,20 grudnia 2009 @ 11:50
Dziwny jest ten świat. Dopiero o niektórych sprawach dowiaduję się w tym miejscu. Prawie jak w normalnej, plugawej polityce. Ale dorzeczy. Od dłuższego czasu wśród członków SNM (w tym członków ZG SNM też) toczy się dyskusja o profilu czasopisma SNM+TI. Na konferencji w Gdańsku będzie specjalny panel poświęcony temu zagadnieniu. Problemy, które towarzyszą temu zagadnieniu są bardzo trudne i jest ich wiele. Zwrócę uwagę tylko na jeden. Na platformie http://snm.edu.pl/czlonkowie/ są otwarte fora dyskusyjne, w tym także obok elektronicznej wersji czasopisma. Przyznam, jest ona źle zarządzana, nie mogę niestety znaleźć członka SNM, który podjąłby się tego zadania, ale nikt tam nie pisze, rzadko kto zagląda (trzeba się zalogować, a nawykiem pamiętania loginu i hasła, i z czasem też jest różnie). Problem tkwi w tym, że coraz trudniej znaleźć Judymów, ludzi którzy poświęciliby swój czas (czasem kosztem rodziny, pracy zawodowej) innym I to jest jedna z głównych przyczyn postępującego marazmu, w tym także sytuacji z NiM+TI.
P. S.
Coś się dzieje niedobrego w pracy społecznej. Szacowne ATM w Anglii przestało istnieć (taka dostałem wiadomość, oby była nieprawdziwa).

casiokalk said,20 grudnia 2009 @ 00:11
Nie wiem czy jestem takim “Sherlockiem Holmesem”. Nie pracuję w szkole już od dawna. A tu gdzie pracuję teraz, należy mówić innym językiem. Chyba nauczyłem się go aż za dobrze, bo czasami wydaje mi się, że nauczyciele do których mówię, nie rozumieją o co mi chodzi, a przynajmniej niektórzy z nich. Nie jestem wybitnym nauczycielem ani dydaktykiem, moja wiedza o nauczaniu jest znikoma. Ale bywam w różnych miejscach i spotykam różnych ludzi. Patrzę i wyciągam wnioski a później piszę o tym. Nie są to scenariusze lekcji, ale nauczyciel matematyki jest nauczycielem nie tylko na lekcji, ale także w pokoju nauczycielski, na warsztatach i konferencjach, czy podczas organizacji szkolnego konkursu lub słuchając wystąpienia Ministra Edukacji.
Nie wiem czy mój tekst z przed roku, został okrojony ze względu na MEN czy może z jakiegoś innego powodu. Wiem że starałem się napisać coś ciekawego, a tego co ostatecznie poszło, nie zdecydował bym się nikomu polecić do czytania, w czasach gdy po kilku kliknięciach myszką, można znaleźć “całą książkę” interesujących materiałów. Ale ktoś zadecydował, że ta okrojona wersja jest lepsza. Zatem może to ja nie mam pojęcia co interesuje nauczycieli.
Pisać do NiMa? OK, kilka miesięcy temu, zrobiłem na tym blogu mały wpis o konferencjach MiK i MathPad (http://www.kalkulatory.pl/blog/2009/07/15/mik-i-mathpad/), porównujący je i pokazujący ich wady i zalety. Mógłbym zrobić z tego wersję do NiMa. Ale jest mały problem, okazało się, że tym tekstem, naruszyłem wszelkie normy przyzwoitości i nie zasługuje nawet na to aby podjąć ze mną dyskusję. A tą opinię otrzymałem właśnie od jednego z członków redakcji NiMa… Bardzo mi przykro, ale w tej sytuacji ja nie mam pojęcia, co tak na prawdę NiM chciałby publikować na swoich łamach.
Kwartalnik ma problem, i to nie mały. Jeszcze jeden mój lub innej osoby artykuł tego nie zmienią. Będę szczery, dlaczego mam pisać artykuły do magazynu, który mając świadomość problemu, nie podejmuje działań aby coś zmienić? W dodatku ryzykując, że mój tekst zostanie ocenzurowany? Mam stronę internetową i ten blog, na których mogę publikować wszystko co uznam za ciekawe dla czytelnika. Lubię pisać i mam gdzie pisać.
Jeżeli NiM się zmieni lub chociaż spróbuje się zmienić i jeżeli w tym nowym NiMie będzie także miejsce dla kogoś takiego jak ja, to będę tam wysyłał teksty.

wacek said,19 grudnia 2009 @ 19:16
Nie wiem, co to był za tekst i dlaczego był okrojony. Tekstów krytykujących MEN jest tyle!
Ja już staram się takich nie pisać, bo to groch o ścianę. Nawet jak się coś takiego napisało wprost w odpowiednim miejscu na stronie MEN, efekt był żaden. Wobec tego na ostatniej konferencji w Radomiu, przyjąłem inną postawę, mając wrażenie, że na Alei Szucha czytają tylko same pochwalne teksty. Na warsztacie “Co dobrego można powiedzieć o nowej podstawie programowej” wychwalałem pod niebiosy, że zostawli jednak małą wzmiankę o kalkulatorach i multimediach.
Też pies z kulawą nogą tego nie zauważył.
Przyszło parę osób. Żadna z nich nie wiedziała co się dzieje, gdy na najprostszym kalkulatorze takim, co można dostać na straganie za 4 lub 5 złotych, wpisze się
liczbę znak działania drugą liczbę znak = i jeszcze raz znak = …!!!
np. jaki wynik dostanie się po wpisaniu
2 razy 3 = =
a jaki po wpisaniu
2 plus 3 = =
a jaki po wpisaniu
2 dziel przez 3 = =

No cóż, trzeba mieć trochę tego podejścia “Sherlocka Holmesa” żeby to zobaczyć, spostrzec, czy jak się to mówi odkryć, nie czekając, aż ktoś to nam wbije do głowy.
Ale zmienić swój styl działania jest bardzo trudno. Ten staroświecki, “odbierający” jeżeli się jest uczniem i podający, jeżeli się jest nauczycielem, jest tak wdrukowany w nasze głowy, że my sami w końcu tego nie zauważamy. Ja też się ciągle na tym łapię. Bo chodziłem jako chłopak do starej szkoły, przeszło pół wieku temu. Małe dzieci kalkulator zachęca do postawy Sherlocka Holmesa, na starszych działa jak bazyliszek… .

No to co? Może napiszesz jakąś dokładkę do NiMa o stylu “Sherlocka Holmesa” w uczeniu się matematyki. Skromny artykulik napisała kiedyś na ten temat Ewelina Szmigiel. Zajrzyj do NiMa 58.
W nagrodę dostaniesz podziękowanie, a ja osobiście w nagrodę mogę wysłać jakiś kolorowy lub czarno biały obrazek…
Więcej obiecać nie mogę.
(PS. jak tu nie wierzyć, że ta strona ma żywą duszę: słowo daję, napisałem “Alei Szucha” a niewidzialna ręka zmieniła mi to na “Alei Szycha” ! poprawiłem, ale co będzie jak kliknę “Wyślij” , znowu będzie “Szycha” ?)

casiokalk said,19 grudnia 2009 @ 17:12
Ostatni tekst do NiMa napisałem rok temu. Zawierała m.in. kilka krytycznych uwag pod adresem MEN. Starałem się wymyślić jakąś ciekawą formułę, aby czytelnik po lekturze tego tekstu, nie poczuł się oszukany, że zmarnowano jego cenny czas. Niestety to co się ostatecznie ukazało, było mocno okrojoną wersją pierwowzoru, 100% poprawną politycznie i 100% nudną. Nie chce pisać tekstów, których z czystym sumieniem nie mógłbym polecić drugiej osobie. Nie jest specjalnym problem wygenerowanie kilku tysięcy znaków, które nie będą zawierały nic ciekawego. Tylko ja akurat nie odczuwam potrzeby takiej “twórczości”.
NiM nie płaci za artykuły i nigdy nie płacił. Tylko dlaczego nagle teraz nauczyciele przestali do niego pisać? Internet też nie pojawił się wczoraj, mimo to prasa “papierowa” nadal się sprzedaje w ogromnych ilościach. “Niestety” nie słyszę tak krytycznych głosów o pismach konkurencyjnych jak “Matematyka” czy “Matematyka w Szkole”. Trudno mi się za to zgodzić z tezą o ogólnym kryzysie branży.
Zapewne sytuacja jest dziś trochę inna niż 10 czy 15 lat temu. Przyszli nowi nauczyciele, pracują w trochę innych warunkach, mają trochę inne oczekiwania. Ale obrażanie się na rzeczywistość że jest zmienna, to wyjątkowo niebezpieczna postawa. Niestety mamy do wyboru, albo sprostać nowym wymaganiom, albo przejść do historii.

wacek said,19 grudnia 2009 @ 13:36
Po przeczytaniu wielu wypowiedzi w tym miejscu, mam wrażenie jest bardzo dużo dobrych chęci w stosunku do obecnego NiM-plus-TIka, dobrych rad i sugestii na przyszłość. Myślę, że wszystkich zwerbalizowanych pragnień nie można zaspokoić jednocześnie. Trzeba wybierać. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby Ci co piszą napisali też jakiś skromny tekścik do naszego kwartalnika, o jakimś epizodzie z lekcji matematyki, z rozmowy z uczniem, kolegą w pokoju nauczycielskim. Proszę się nie bać, każdy się zmieści - tak przynajmniej mi się wydaje, sądząc po obecnej liczbie wypowiedzi. Nie mam decydującego głosu w redakcji, staramy się działać kolegialnie, ale mimo to mogę chętnych autorów zapewnić, że teksty od nauczycieli do nauczycieli o sprawach nauczania matematyki nie były i nie będą pomijane. Jestem pewien, że każdy ma trochę cennych spostrzeżeń i ciętych uwag o tym.
NiM w obecnej formie, tak jak dawniej ma jedną zasadę: nie płaci za artykuły.
Uważam, że ta zasada jest konieczna. Nie piszemy do NiMa dla pieniędzy. Wiem też, że wielu ludzi to zniechęca a nawet odstrasza.
Nie tylko to jest powodem utraty “najcenniejszych piór”. Drugim powodem jest to, że od pewnego czasu różne swobodne dyskusje w sieci są co raz to bardziej atrakcyjne. Kwartalnik jest powolnym medium, zbyt powolnym dla wielu. To jest fakt, który trzeba brać pod uwagę.
Pytanie: jaka formuła dla kwartalnika, gdy wszystko przenosi się do sieci?
Sieć jeszcze nie zawsze dobrze działa. Na przykład wypowiedzi tu, w tym szlachetnym miejscu dotarły do mnie przypadkowo. Mimo, że zaglądam do internetu często. Dali mi znać o tym miejscu przyjaciele.
Są inne słabe strony sieci. Papier jest trwalszy mimo wszystko!
Wzmianki o konferencjach, kronika, to są tematy, uważam, pożądane. Z drugiej strony lepsze by były takie o charakterze raczej reportażu niż suchego sprawozdania.
A więc na razie tyle, bo znowu lecę sprzątać śnieg.
Zachęcam każdego kto tu wstąpi. Napisz też coś do NiMa, najlepiej o tym czego tam nima.

casiokalk said,18 grudnia 2009 @ 23:01
Zapewne śmierć publikacji naukowych jest nieunikniona, ale jest ona na tyle daleko, że trudno ją na razie dostrzec. Wystarczy się przespacerować do pierwszego lepszego saloniku prasowego. Może więc i NiM nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Krzysiek said,18 grudnia 2009 @ 21:40
A ja mam wrażenie, że powolna śmierć publikacji papierowych jest nieunikniona! Już dawno przeniosłem się do Internetu, gdzie dość aktywnie udzielam się na różnych forach i tam znajduję potrzebne w mojej pracy informacje. Z całym szacunkiem dla NiMa - czas tego typu periodyków minął i trzeba się z tym pogodzić.
wacek said,17 grudnia 2009 @ 12:57 · edytuj

Przeczytałem z zainteresowaniem dopiero dzisiaj, tj. 17 grudnia. Bo dopiero dzisiaj zwrócono mi uwagę, że coś takiego jest. Chętnie bym obejrzał i przeczytał część pierwszą zaNiM dorzucę swoje trzy grosze…
Gdzie to można by obejrzeć?

WZ

Nie, nie powtarzam się, chciałem jedynie poprawić literówkę, a Ty zrzędzisz…

Źródło: blog Kalkulatory,
17 grudnia 2009 o godzinie 08:08 · Kategoria Piotr Tomczak

Remont NiMa, cz. I

W ostatnim czasie, pojawiły się na naszym blogu dwa wpisy, analizujące aktualną sytuację czasopisma NiM i próbujące wskazać kierunki zmian. Temat wdaje mi się dość interesujący, zatem pokuszę się o wyrzucenie z siebie szerszej rzeki krytyki.
NiM ma dwa główne problemy:
a)    nauczyciele nie chcą go czytać
b)    nauczyciele nie chcą do niego pisać.
To oczywiście spore uogólnienie, ktoś na pewno jeszcze czyta ten kwartalnik i skoro się on ukazuje to jeszcze ktoś do niego pisuje, ale problem mimo wszystko jest, i chyba nikt już nie stara się go bagatelizować. NiM, Nauczyciele i Matematyka, czasopismo wydawane przez Stowarzyszenie Nauczycieli Matematyki. Moja męska intuicja … podpowiada mi, że powinno to być przede wszystkim pismo od nauczycieli do nauczycieli, mówiące o problemach i sprawach interesujących nauczycieli. To tyle tytułem wstępu.
Spójrzmy na ostatni numer NiM+TI. Bardzo ładna grafika na okładce. NiM się w tym specjalizuje, tylko że … Już od wielu lat, standardem prasowym jest reklamowanie wybranych kwestii na okładce. To naturalna i bardzo prosta forma zachęcania czytelnika do lektury. Robi to zarówno „Matematyka” jak i „Matematyka w Szkole”, czasopisma adresowane do tej samej grupy czytelników co NiM, z którymi będę go bezwzględnie porównywał. NiM brutalnie broni się przez zamieszczaniem takich „reklam” na okładce, z powodów dla mnie nieznanych i niepojętych.
Druga, trzecia i czwarta strona okładki, to powierzchnia reklamowa na sprzedaż. W najnowszym numerze widzę tylko jedną reklamę, na ostatniej stronie okładki. Zatem te dwie w środku, są niewykorzystane i patrząc z finansowego punktu widzenia, trochę zmarnowane. O ile NiM nie ma poważnych problemów z tym, na co wydać gigantyczne nadwyżki finansowe, to należało by możliwie szybko dotrzeć do potencjalnych reklamodawców.
Pierwszy artykuł, sprawozdanie z ostatniego MiKa, 3 strony A4. Kolejny artykuł, sprawozdanie z SDM, 3,5 strony A4. Nie będę ukrywał, że nie lubię takich tekstów. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek znalazł w nich jakąś krytyczną uwagę. O ile odrzucimy założenie, że wszystkie konferencje są robione 100% idealnie, to nasuwa się oczywisty wniosek, że nie zdołamy w takim artykule znaleźć pełnej, obiektywnej informacji co działo się na konkretnym spotkaniu. Nie dziwię się, że autorzy, zwykle sami organizatorzy, piszą takie laurki. Ale z punktu widzenia czasopisma, taki tekst nie powinien być dłuższy niż pół strony (ewentualnie jedna strona ze zdjęciami), i powinien skupiać się jedynie na najważniejszych informacjach.
Dopiero na 8 stronie, znajduję coś co mnie zainteresowało, K. Mostowski, W. Zawadowski, Czworościan Sierpińskiego. Potem artykuł Ady Poczesnej o pracy z uczniem słabym, itd.
Ale … jeżeli spojrzymy na listę autorów, nie biorę pod uwagę informacji o konferencjach, to nie ma tam ani jednego (!!!) nauczyciela matematyki. Gdybym był złośliwy, to mógłbym powiedzieć, że coś takiego powinno być ścigane z urzędu. Ale nie jestem złośliwy, zatem wyrażając szacunek dla kadry akademickiej, która zechciała podzielić się swoją wiedzą na łamach czasopisma NiM, uzewnętrznię również swoje głębokie ubolewanie, że w praktyce, redakcja NiMa jest zamknięta dla zwykłych nauczycieli. Nie wiem do końca dlaczego tak się dzieje, ale niestety takie są fakty.
Tym marudzeniem, zakończę pierwszą cześć mich przemyśleń. W drugiej, postaram się o bardziej budujące słowa.

Źródło: blog Kalkulatory, 15 grudnia 2009 o godzinie 12:11 · Kategoria Piotr Tomczak

wtorek, 28 grudnia 2010

Centrum i oddziały

Na początku była osoba, jedna, Wacek Zawadowski. Potem tandem Wacek i Jan Potworowski. Do nich dołączyła jedenastka z pierwszego wyjazdu do Anglii w 1991 r. Lawina ruszyła. Nauczyciele ze spotkania założycielskiego, nauczyciele z Anglii wpierający rodząca się organizację, uczestnicy pierwszego spotkania na Podwalu, uczestnicy pierwszej konferencji w Bielsku-Białej.
To jak roślina, która wyrasta z jednego ziarenka i zamienia się w duże drzewo. Ale taka ewolucja, w naturalny sposób wpisała centralizm do istoty funkcjonowania SNM. Oddziały jakie funkcjonują w Stowarzyszeniu, są swego rodzaju przybudówką do centrum. Ich rola znacznie wzrosła w ostatniej dekadzie, ale nadal nie są to ośrodki, które miałyby znaczący wpływ na kierunek w jakim podąża cała organizacja.
Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby SNM powstał jako porozumienie kilku mniejszych stowarzyszeń. Ale 20 lat temu nie było to możliwe. Nie istniały inne organizacje dla nauczycieli matematyki. Nowa wiedza o nauczaniu wpływała do Polski poprzez wąski kanał otworzony przez Wacka Zawadowskiego. Była początkowo dostępna wąskiej grupie osób. To oni zajęli się przekazywaniem jej dalej a co za tym idzie stali się główny ośrodkiem rodzącej się organizacji.
To jednak już przeszłość. W chwili obecnej wiedza, informacja, przepływa szerokim, wielokierunkowym strumieniem. Bardzo łatwo dotrzeć do tego źródła, np. poprzez Internet. Rola SNM zmieniła się. Nie dysponuje on już monopolem na nowe metody nauczania. NiM jest tylko jednym z kilku czasopism, i wcale nie największym. Stowarzyszenie Nauczycieli Matematyki nadal jest liderem w organizacji konferencji dla nauczycieli, ale tu konkurencja już jest widoczna.
Myślę, że nowa sytuacja, w jakiej się teraz znajdujemy, powinna wpłynąć na zmianę filozofii funkcjonowania organizacji. Podstawą powinna się stać praca oddziałów. To tam może następować w największym stopniu rekrutacja nowych członków. SNM jest w stanie zorganizować jedną konferencję krajową w roku. Ostatnio pojawiał się nadzieja na rozwój letniego spotkania związanego z technologią w nauczaniu matematyki, ale na tym koniec. Zostaje jeszcze prawie cały rok do zagospodarowania. Mogą to zrobić tylko oddziały lokalne. Konferencje regionalne, szkolenia, kursy, konkursy matematyczne, udział w projektach unijnych itd. Wszystko to tworzy realną, praktyczną tkankę, która ma ogromny wpływ na jakość nauczania matematyki w Polsce. Wiedza, którą chcemy się dzielić, najlepsze wzorce, nowe pomysły i idee są rozproszone w głowach wielu nauczycieli, w wielu szkołach w całym kraju. Ta nowa sytuacja wymusza nowe formy działania.
Pojawia się pytanie jak wzmocnić oddziały dając im większe możliwości działania. Na to dziś trudno odpowiedzieć. Na pewno musiało by się to wiązać ze zwiększeniem niezależności w stosunku do Zarządu Głównego. Rok temu, przed wyborami, w czasie dyskusji z kandydatami, poruszałem kwestię przeorganizowania Zarządu poprzez utworzenie dodatkowego ciała mającego wpływ na decyzje, złożonego z szefów oddziałów. Zapewne jest to jedna z możliwości, którą należałoby przedyskutować.
Osobną kwestią jest wspieranie pracy oddziałów przez Zarząd. Chyba nie ma nadal zasady aby na każdej konferencji regionalnej był obecny ktoś z Zarządu. Nie jest jeszcze źle, gdy wśród organizatorów jest ktoś kto pracuje także w ZG, ale nie zawsze się tak zdarza. Niestety czasami członkowie ZG nie pojawiają się nawet na konferencjach które odbywają się miejscach ich zamieszkania. O wyjechaniu gdzieś dalej nie ma w tej sytuacji co wspominać.
W ostatnich 2 latach odnotowaliśmy 2 porażki i jeden sukces. Przestał funkcjonować oddział Gdański, nie udało się aktywować oddziału w Poznaniu. Skutecznie za to rozpoczął działalność oddział Szczeciński.
Sukces oddziału to zapewne wypadkowa kilku czynników:
a)    Zebranie grupy chętnych do pracy nauczycieli
b)    Dobra współpraca z lokalną władzą
c)    Dobra współpraca z lokalnymi doradcami metodycznymi
d)    Dobre kontakty z miejscową uczelnią kształcącą nauczycieli
e)    Dobre kontakty z firmami i wydawnictwami działającymi w edukacji, które mogą zapewnić ciekawą ofertę warsztatową na konferencji.
Przykład Gdańska i Poznania pokazuje że może to być bardzo trudne.

Być może dobrym pomysłem, byłoby stworzenie na konferencji krajowej osobnego panelu, na którym szefowie oddziałów prezentowaliby swoje osiągnięcia z ostatniego roku. Ideałem byłoby zorganizowanie takiego spotkania poza konferencją, ale to byłoby zapewne dużo trudniejsze.

wtorek, 14 grudnia 2010

Od Krakowa do Rzeszowa

11 grudnia b.r. odbyła się kolejna regionalna konferencja Krakowskiego Oddziału SNM. Uczestniczę w tych spotkaniach od 2004 r. Opuściłem może jedno. Pamiętam moją pierwszą konferencję 6 lat temu, dwudniowa, dużo uczestników, dużo interesujących warsztatów. Od tego czasu sporo się zmieniło mieści królów polskich.
W sobotę na głównej auli naliczyłem ok. 70 osób, mniej więcej tyle widziałem podczas mojej ostatniej wizyty w Opolu. Formuła też uległa istotnej zmianie. Zaraz po rejestracji, uczestnicy spotkania byli przez 3h skoszarowani w auli, gdzie słuchali wywodów tytułowanych głów. Wśród prelegentów królowały oczywiście uczelnie krakowskie. Temat tegorocznej „dyskusji”: dlaczego warto uczyć się matematyki?
Napisałem słowo dyskusja w cudzysłowie, bo niestety słuchacze nie mieli możliwości skomentowania wypowiedzi prelegentów, z drobnymi wyjątkami których nie udało się powstrzymać przed zabraniem głosu.
Przyznam uczciwie, że co klikaliście minut uciekałem z sali na odprężający spacer po korytarzu. Jakoś nie byłem w stanie dłużej wytrzymać tych wszystkich mądrych wywodów udowadniających dlaczego matematyka jest taka wspaniała i potrzebna w życiu. Coś mi podpowiadało że akurat nauczycieli matematyki to chyba do tego nie trzeba przekonywać, a na pewno nie przez 3 godziny. Kilkakrotnie miałem wrażenie że postać Gombrowicza przechadza się gdzieś na końcu korytarza z szelmowskim uśmiechem.
Dyskusję udało się zamknąć z niewielkim opóźnieniem, za co możemy dziękować Joli Piekarskiej, która z podziwu godnym poświęceniem próbowała zapanować nad potopem bezcennych dla warsztatu nauczyciela informacji, płynących z ust rozpalonych poczuciem misji, mówców.
Ok. 12.30 konferencja przeszła w drugą fazę, dwie 60 minutowe sesje warsztatowe. W pierwszej 5, w drugiej 6 warsztatów do wyboru.

Tydzień wcześniej Oddział Podkarpacki organizował swoje spotkanie w Rzeszowie. Po raz pierwszy od 6 lat nie byłem na nim obecny. W ostatniej chwili uległem prognozie pogody i odwołałem swój przyjazd a także 3 warsztaty jakie organizowałem z Agnieszką Hermą. Bardzo żałuję że do tego doszło, po raz kolejny chciałbym przeprosić Panią Grażynę Cyran za to nagłą zmianę planów.
Rzeszowskie konferencje to największe regionalne spotkania SNM. Bywa na nich 200-300 osób. Podejrzewam że w tym roku było podobnie. Wykład otwierający spotkanie trwał 65 min. Osobiście nie znoszę wkładów ale godzinę jestem w stanie wytrzymać. Następnie zaplanowano 3 sesje warsztatowe, 85, 85 i 75 min. W poszczególnych sesjach uczestnicy mieli do wyboru kolejno 12, 12 i 10 tematów warsztatowych. Imponująca ilość. To chyba odpowiedź na pytanie, dlaczego do Rzeszowa ściągają co roku takie tłumy. Gdybym był nauczycielem, to chętnie pojechałbym na konferencję na której mógłbym wybierać spośród bogatej oferty warsztatów.
To trochę jak zakupy w osiedlowym sklepie i w hipermarkecie. Małe sklepy są przyjemne, swojskie, mamy do nich sentyment, ale gdy pojedziemy do hipermarketu czujemy się dowartościowani. Możemy swobodnie wędrować między półkami, delektować się władzą wyboru między dziesiątkami produktów danego typu Godzinami zastanawiać się co kupić, nikt nas nie pogania, nie patrzy krzywo że opóźniamy kolejkę, tak jak w osiedlowym sklepiku.
SNM na Podkarpaciu chyba zdaje sobie z tego sprawę. Organizatorzy co roku starają się ściągnąć możliwie dużą liczbę wykładowców, zarówno działających w ramach SNM jak również z ramienia firm. Rzeszowska konferencja to taki „hipermarket” wśród regionalnych konferencji SNM.
Dlaczego nie udaje się coś takiego w Krakowie? W województwie małopolskim jest ok. 4 tys. nauczycieli matematyki. Na północy mamy Świętokrzyskie gdzie nie ma oddziału SNM ani konferencji tej organizacji, zatem kolejny potencjalny 1000 nauczycieli z południa województwa którzy mogliby przyjechać do Krakowa.
Na zachodzie śląski wyż demograficzny. Komunikacja miedzy Krakowem i Katowicami jest dobra. Znów 1000-2000 nauczycieli, którzy potencjalnie mogliby być zainteresowani wizytą na ciekawej konferencji w Krakowie. No i jeszcze wschód, województwo Podkarpackie, chłonni wiedzy nauczyciele i zainteresowani udziałem w konferencjach SNM. Czy spośród tego całego grona, nie udało by się zebrać 150-200 uczestników konferencji w Krakowie?
Kraków często uważa się za centrum polskiej dydaktyki matematyki. Dobrze by było gdyby działalność SNM w tym mieście mogła także świecić przykładem na inne oddziały i motywować do zdrowej rywalizacji. Jednak nauczyciele to nie kadra akademicka. Zachowują się częściej jak wybredny klient w sklepie, potrafią być bezlitośni gdy coś im się nie podoba ale także umieją szybko wyczuć i docenić ciekawą ofertę szkoleniową. Życzę zarówno oddziałowi Krakowskiemu jak również wszystkim innym, umiejętności wyczucia potrzeb i oczekiwań nauczycieli.

Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze na jedną sentencję, która może stać się bardziej interesująca za dwa lata: szukajmy prezesa SNM na Podkarpaciu!

piątek, 26 listopada 2010

Społeczność internetowa SNM

Gdy w styczniu przez chwilę znalazłem się w Zarządzie Głównym Stowarzyszenia, miałem zajmować się kwestią obecności SNM w internecie. Szybko uświadomiłem sobie, że tak na prawdę najważniejszym elementem sieci jest możliwość zbudowania internetowej społeczności SNM.
Członkowie Stowarzyszenia często identyfikują się z tą organizacją, myśląc jedynie o krajowej lub lokalnej konferencji. Sytuację trochę poprawia działalność grup roboczych. Tam integracja członków jest dużo wyższa, ale nie ma co ukrywać, że tylko mała część nauczycieli działa w grupach.
W dobrze funkcjonującej organizacji, członkowie powinni odczuwać wysoki poziom identyfikacji ze Stowarzyszeniem. Efektem tego, byłaby żywiołowa i rozwinięta dyskusja o SNM tocząca się w wielu miejscach, duża frekwencja na Walnym, oraz łatwe rekrutowanie ludzi do różnych akcji organizowanych w Stowarzyszeniu. W chwili obecnej moim zdaniem jesteśmy dość daleko od tego celu.
Trudno sobie wyobrazić, aby spośród 50-tysięcznej grupy nauczycieli matematyki w tym kraju nie można było znaleźć 500 osób wysoko zaangażowanych w działalność sprzyjającą podnoszeniu poziomu nauczania. Skoro tak się nie dzieje, to przyczyn należy szukać w metodach pracy i koncepcjach rozwoju SNM.
Pewnym rozwiązaniem tego problemu miała być platforma internetowa dla członków SNM. Miała dawać możliwość dyskusji oraz szerokiego publikowania materiałów. Niestety platforma nie została zaakceptowana przez nauczycieli i w tej chwili jest praktycznie martwa.
Internet na pewno jest kluczem do sukcesu. Zapewnia on szeroką i łatwą komunikację między użytkownikami a z perspektywy web 2.0 także ich aktywny udział w kreowaniu cyfrowej rzeczywistości. Ludzie coraz więcej czasu spędzają w sieci i ten proces będzie niewątpliwie narastał.
W chwili obecnej, największe możliwości budowania społeczności internetowej daje facebook. Nie wiem czy jest on już bardziej popularny niż "nasza klasa" ale jeżeli nie, to najprawdopodobniej niedługo to nastąpi. Facebook otworzył drzwi dla innych społeczności, dając możliwość tworzenia stron fanowskich. Są one dość proste w budowie i łatwe w obsłudze. Dzięki nim, można szybko zorganizować miejsce "spotkań" dla osób interesujących się określoną kwestią. Niekwestionowaną zaletą FB jest także to, że ludzie bywają tam bez względu czy są zainteresowani sprawą X czy nie. Mają swoje prywatne konta, używają tego portalu do komunikowania się ze znajomymi, a przy okazji mogą również dołączyć się do innych mniejszych społeczności z którymi się identyfikują. Łatwe, proste, stwarza duże możliwości, trzeba wykorzystać...
Facebook jest moim zdaniem także szansą dla SNM. temu właśnie ma służyć strona Stowarzyszenia funkcjonująca na tym portalu od kilku miesięcy.
Strona rozwija się powoli, aktualnie mamy ok. 125 fanów. Ale w stronę nie są inwestowane żadne środki i obsługuje ją w chwili obecnej praktycznie tylko jedna osoba. Jednak pomysł należy uznać za dobry. Dowodem na to jest stale, choć powoli, rosnąca liczba fanów. Zapewne tylko cześć z nich, to nauczyciele matematyki zrzeszeni w SNM. Jednak strona może i powinna także, bo ma takie możliwości, być elementem promowania/reklamowania działalności Stowarzyszenia. Zatem im więcej fanów tym lepiej.
W założeniu informacje na stronie mamy dwa rodzaje informacji:
  1. Związane bezpośrednio z SNM, terminy konferencji, ogłoszenia, itp.
  2. Popularyzujące matematykę.
Jeżeli chodzi o pkt. 2 to w chwili obecnej nie zauważyłem zbyt intensywnej aktywności na tym polu. Chyba tylko strona "kalkulatory" próbuje wejść w tą niszę. Zatem jest to pewne pole do zagospodarowania, którym mogło i chyba powinno ze względu na swoje statutowe cele, zająć się Stowarzyszenie.
Pkt. 1 dotyczy bezpośrednio samego SNM. Twierdzę, że obok list mailingowych, strona SNM na facebooku jest w tej chwili najlepszym miejscem do publikowania informacji o działalności Stowarzyszenia.
Ideałem byłaby tu szeroka współpraca z szefami oddziałów, grup roboczych, biura i Zarządu. Strona umożliwia publikowanie informacji z pozycji fana i jest widoczna nawet z poza facebooka, tzn. nie trzeba mieć konta na FB aby ją przeglądać. Nawet jeżeli szef jakiegoś oddziału nie jest zwolennikiem korzystania z serwisów społecznościowych to powinien/powinna docenić stronę SNM na facebooku jako dobry sposób docierania z informacją do nauczycieli matematyki, w szczególności członków Stowarzyszenia.
Myślę, że z punktu widzenia facebooka, możemy podzielić internautów na 3 kategorie:
  1. Nie mający konta na FB (część z nich założy to konto w najbliższych latach)
  2. Korzystający z FB, ale w ograniczonym zakresie
  3. Korzystający z FB często i są tam bardzo aktywne
Grupa 2 to osoby, które są przekonane do korzystania z internetu ale nie mają tego tak głęboko i naturalnie wpojone jak grupa 3, którą tworzy głównie młodzież, "wychowana" na komputerach.
Grupa 2 to "dziś", nauczyciele bywający na konferencjach, uczestniczący w Walnym. Jeżeli to możliwe dobrze byłoby wykorzystać ich aktywność i chęć do działania na rzecz Stowarzyszenia, poprzez aktywną obecność na stronie SNM na facebooku.
Grupa 3 to 'jutro". Początkujący nauczyciele, studenci lub uczniowie. Cześć z nich będzie w przyszłości pracować w szkole lub w jakiś inny sposób może być związana z edukacją . Dobrze aby możliwie wcześnie dotarł do nich pozytywny komunikat o działalności SNM.
Ogólnie i tak jestem zadowolony. Strona, mimo że nie znajduje się w formalnych strukturach Stowarzyszenia, cały czas się rozwija. Ale marzył by mi się znacznie większy udział członków SNM w jej tworzeniu. Być może warto byłoby, kiedyś w przyszłości zorganizować spotkanie na jednej z konferencji krajowych, na temat strony www.facebook.com/matematykasnm, podyskutować o jej funkcjonowaniu, przedstawić możliwości i zachęcić do współtworzenia.

wtorek, 27 lipca 2010

Stowarzyszenie wczoraj, dziś i jutro

W 1991 roku wybuchł pożar w środowisku polskich nauczycieli matematyki. To określenie wydaje się dziwne w stosunku do sytuacji którą chcę opisać, ale jednocześnie czuję, że jest ono wyjątkowo trafne.
Wyjazd pierwszej dwunastki do Anglii, rejestracja SNM, rozpoczęcie wydawania NiMa, to było jak wici rozesłane po kraju. Mimo braku Internetu i telefonów komórkowych, informacja rozchodziła się błyskawicznie. Jesienią, na pierwszym zjeździe w Bielsku-Białej pojawiła się na tyle duża grupa osób, że można mówić o powstaniu pewnej społeczności, która w kolejnych latach miała się burzliwie rozrastać. Najwyraźniej istniał ogromny potencjał, który domagał się zagospodarowania.
Osoby które dołączyły do Stowarzyszenia wtedy na początku, w 1991 miały decydować o jego losach przez najbliższe dwie dekady. Jednak ta społeczność nie miała historii. Nie istniało tam zjawisko stopniowej ewolucji kadr, przejmowania przez młodszych od starszych władzy i obowiązków. Ten naturalny proces, o ile przebiega płynnie, gwarantuje stały rozwój organizacji/społeczności. Konserwatyzm ściera się z pragnieniem zmian, dyskretny balans między tymi przeciwstawnymi siłami jest źródłem stałego ruchu i ewolucji. Gwarantuje z jednej strony ochronę przed nowymi, nie sprawdzonymi, ryzykownymi rozwiązaniami a z drugiej wypieranie starych rozwiązań na rzecz nowych, bardziej odpowiadających zmieniającej się rzeczywistości.
Oczywiście w Stowarzyszeniu pojawiło się przez te 19 lat sporo nowych ludzi. Część z nich uczestniczy aktywnie w życiu organizacji, ale niewątpliwie nadal to właśnie „rok 1991” jest czynnikiem mającym dominującą rolę w decydowaniu o kształcie SNM. Nie istnieje żadne środowisko/grupa, która mogłaby w znaczący sposób to balansować.
Brak równomiernego rozkładu sił, pewnej „walki” idei i pomysłów w której nikt nie jest w stanie zająć przez dłuższy czas dominującej pozycji, gdzie co chwila ktoś po wieloletniej pracy odchodzi a jego miejsce zajmuje ktoś nowy, gdzie wczorajsza nowość staje się dzisiejszym konserwatyzmem, musi wcześniej czy później doprowadzić do wyjałowienia środowiska i kryzysu. Pytanie czy już jesteśmy w tym momencie czy mamy go dopiero przed sobą?
Myślę, że pierwsze sygnały kryzysu pojawiły się ok. 10 lat temu. Wtedy to zaczęła spadać liczba uczestników konferencji krajowej. SNM był na szczycie i miał przed sobą już tylko równię pochyłą. Okazało się, że organizacja nie jest w stanie nie tylko dalej się rozwijać, powiększać liczbę członków, ale nawet utrzymać tego co zostało osiągnięte. Wszystko to w czasie gdy w nasze życie wkraczała masowa komunikacja elektroniczna, która dawała nowe możliwości dotarcia do grupy docelowej czyli nauczycieli matematyki. W swoim najlepszym okresie SNM nie docierał nawet do 25% tej populacji. To pokazuje jakie teoretycznie były możliwości rozwoju i na jakim poziomie zatrzymaliśmy się teraz.
W czasie swojej krótkiej pracy w Zarządzie, zdałem sobie sprawę, że jedyną szansą na ponowne odrodzenie się Stowarzyszenia jest zbudowanie nowej społeczności, tym razem opartej o Internet. Społeczności internetowe są odkryciem socjologicznym ostatnich lat. Takie portale jak nasza klasa, facebook, BLIP, Twister, itd. generują specyficzną więź miedzy ludźmi, przyczyniają się do powstawania nowego rodzaju relacji. Ich cechą charakterystyczną jest szybkość powstawania i masowość. Oczywiście społeczności są otwarte na wszystkich, ale nie ma co ukrywać, że to właśnie młodzi ludzie wychowani przy komputerach najlepiej się w tym odnajdują.
Stąd pojawił się pomysł, aby wprowadzić SNM do facebooka, BLIPa, Twittera i na YouTube. Jeżeli uda nam się sprawnie poruszać w tej przestrzeni, a nie jest to łatwe gdy matura staje się dalekim wspomnieniem, to może nie za trzy ale za sześć, dziewięć lat, dzisiejsi licealiści i studenci odejdą na kilka godzin od komputerów i przyjdą na Walne aby wybrać nowe władze i zadecydować o losach Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki.

środa, 26 maja 2010

Przekrój o obowiązkowej maturze z matematyki

Bez matematyki wracasz na drzewo. To tytuł wywiadu Renaty Kim z prof. Łukaszem A. Turskim, jaki możemy znaleźć na stronie internetowej Przekroju.

Dobre czasy się skończyły. Wszyscy maturzyści musieli zdawać obowiązkowy egzamin z matematyki. Po co zmuszać tysiące młodych ludzi, by uczyli się przedmiotu, o którym zaraz zapomną?
– Po to, żeby nie wpadli w poważne kłopoty. Bez racjonalnego myślenia człowiek we współczesnym świecie zginie.

A czymże grozi temu człowiekowi nieznajomość, powiedzmy, wielomianów?
– Bankructwem. Bo osoba, która nie zna wielomianów, nie zrozumie odczytu licznika energii. I nie wie, co zrobić z książeczką, w której lekarz kazał zapisywać wyniki pomiaru ciśnienia. Chory mierzy posłusznie ciśnienie, zapisuje liczby i tyle. A gdyby znał wielomiany, wiedziałby również, kiedy pędzić do lekarza.

Wystarczy, żeby wiedział, jakie ciśnienie jest normalne i kiedy norma została przekroczona. Wtedy też popędzi do lekarza.
– A skąd wiadomo, co to jest ciśnienie w normie? Norma może być różna dla różnych osób. I nie jest ważne, ile wynosi ciśnienie, ale to, jak wygląda jego wykres: w którą stronę się zmienia i jak szybko. Odczytanie takich danych nie wymaga znajomości skomplikowanej matematyki, a jest bardzo potrzebne.

A do czego potrzebna będzie umiejętność rozwiązania maturalnego zadania: „Wskaż nierówność, która opisuje sumę przedziałów zaznaczonych na osi liczbowej”?
– Nierówności są ważne. Jeśli ktoś potrafi dobrze się nimi posługiwać, będzie wiedział, w którym banku robią go w bambuko, namawiając do zaciągnięcia kredytu mieszkaniowego...
Pełna wersja artykułu
















ilustracja Anna Czech/studioilustracji.com